Coben Harlan - Jedyna Szansa

Embed Size (px)

Text of Coben Harlan - Jedyna Szansa

HARLAN COBEN

JEDYNA SZANSATytu oryginau: NO SECOND CHANCE Z angielskiego przeoy ZBIGNIEW A. KRLICKI WARSZAWA 2004

1 Kiedy trafia mnie pierwsza kula, pomylaem o swojej crce. A przynajmniej tak mi si wydaje. Bardzo szybko straciem przytomno. I jeli mam wyraa si cile, to nawet nie pamitam, e zostaem postrzelony. Wiem, e straciem duo krwi. Wiem te, e druga kula otara si o czaszk, chocia w tym momencie zapewne byem ju nieprzytomny. Wiem rwnie i to, e moje serce przestao bi. Mimo to chciabym wierzy, e umierajc, mylaem o Tarze. Nie widziaem jasnego wiata ani tunelu. Albo widziaem, ale tego nie pamitam. Tara, moja crka, ma dopiero sze miesicy. Leaa w koysce. Zastanawiam si, czy te strzay j przestraszyy. Na pewno tak. Prawdopodobnie zacza paka. Rozwaaem, czy te znajome i gone dwiki zdoay jako przedrze si przez spowijajcy mnie opar, czy zarejestrowaem je jak czstk wiadomoci. Jednak tego te nie zapamitaem. Natomiast dobrze pamitam chwil, gdy Tara przysza na wiat. Pamitam, jak Monica - matka Tary - zebraa siy, eby znw zacz prze. Pamitam pojawiajc si gwk. Ja pierwszy ujrzaem crk. Wiemy, e niektre chwile w yciu s przeomowe. Wszyscy syszelimy o nowych drogach i szansach, cyklach yciowych, zmianach pr roku. Jednak chwila, w ktrej rodzi si twoje dziecko... tego nie da si opisa. Jakby przeszed przez bram midzy wiatami, przenis si za pomoc przekanika materii niczym w serialu Star Trek. Wszystko jest inne. Ty jeste inny, jak pierwiastek, ktry pod wpywem dziaania doskonaego katalizatora przeksztaci si w niezwykle zoony zwizek. Twj wiat odchodzi w przeszo, kurczy si do ciaa o masie przynajmniej w tym wypadku - dwch kilogramw i osiemdziesiciu deko. Dziwnie czuj si jako ojciec. Owszem, wiem e z zaledwie szeciomiesicznym staem jestem amatorem. Mj najlepszy przyjaciel, Lenny, ma czworo dzieci. Dziewczynk i trzech chopcw. Marianne jest najstarsza z nich - ma dziesi lat, a najmodszy synek dopiero rok. Ze swym permanentnym umiechem znkanego, lecz szczliwego tatusia i przyschnitymi do podogi szeregowego domku resztkami jedzenia na wynos, Lenny przypomina mi, e jeszcze nic nie wiem. Przyznaj mu racj. Jednak kiedy si boj lub gubi w trudnej sztuce wychowywania dziecka, spogldam na t bezbronn istotk, a ona na mnie, i wtedy dochodz do wniosku, e zrobibym wszystko, eby j ochroni. Bez wahania powicibym wasne ycie. I prawd mwic, gdybym musia, powicibym i wasze. Dlatego chc wierzy w to, e gdy trafiy mnie dwie kule, kiedy runem na pokryt linoleum podog kuchni, ciskajc w doni niedojedzony batonik z muesli, kiedy leaem

nieruchomo w powikszajcej si kauy wasnej krwi, a nawet wtedy, gdy moje serce przestawao bi, wci prbowaem co zrobi, eby obroni crk. Ocknem si w ciemnociach. Z pocztku nie miaem pojcia, gdzie jestem, lecz potem usyszaem popiskiwanie, dochodzce z prawej. Znajomy dwik. Nie poruszyem si. Tylko suchaem piskw. Miaem wraenie, e mj mzg zosta zamarynowany w melasie. Pierwszy impuls, jaki zdoa si przez ni przebi, by zupenie prymitywny: pragnienie. Chciao mi si pi. Nie wiedziaem, e w gardle moe tak zaschn. Prbowaem poprosi o wod, ale jzyk przysech mi do podniebienia. Jaka posta wesza do pokoju. Sprbowaem usi i poczuem przeszywajcy bl, jakby kto pchn mnie noem w kark. Gowa opada mi do tyu. I znw zapada ciemno. Kiedy zbudziem si ponownie, by dzie. Przez aluzje wdzieray si olepiajce smugi sonecznego wiata. Zamrugaem. Chciaem unie rk i zasoni doni oczy, lecz nie miaem do siy. Gardo wci byo potwornie wyschnite. Usyszaem szelest i nagle stana nade mn jaka kobieta. Spojrzaem na ni i zobaczyem pielgniark. Widziana z tej perspektywy, tak rnej od tej, do jakiej byem przyzwyczajony, wygldaa dziwnie. Wszystko byo nie tak. To ja powinienem sta i patrze na lecego, a nie odwrotnie. Biay czepek - jeden z tych maych, prawie trjktnych - tkwi na gowie pielgniarki, podobny do ptasiego gniazda. Znaczn cz mojego ycia spdziem, pracujc w rozmaitych szpitalach, ale nie jestem pewien, czy kiedykolwiek widziaem taki czepek w rzeczywistoci, nie na ekranie telewizora czy kina. Pielgniarka bya mocno zbudowana i czarnoskra. - Doktorze Seidman? Jej gos by jak ciepy syrop klonowy. Zdoaem nieznacznie skin gow. Pielgniarka najwidoczniej umiaa czyta w mylach, bo w rce ju trzymaa kubek z wod. Wetkna mi somk do ust, a ja zaczem apczywie ssa. - Powoli napomniaa agodnie. Miaem zamiar zapyta, gdzie jestem, lecz to wydawao si zupenie oczywiste. Otworzyem usta, eby spyta, co si stao ale ona znw wyprzedzia mnie o krok. - Pjd po lekarza - powiedziaa, ruszajc do drzwi. - Niech si pan odpry. - Moja rodzina... - wychrypiaem. - Zaraz wrc. Prosz si nie martwi. Powiodem wzrokiem wok. Widziaem wszystko jak przez mg lub zason prysznica - typowa reakcja po narkozie. Pomimo to dostrzegem wystarczajco duo, eby doj do paru wnioskw.

Znajdowaem si w typowym pokoju szpitalnym. To byo oczywiste. Po lewej sta zestaw infuzyjny z pomp dozujc, ktrej rurka biega do mojego ramienia. Fluorescencyjne lampy brzczay niemal, ale nie cakiem, bezgonie. Na cianie po lewej by umocowany may telewizor na ruchomym ramieniu. Przede mn, metr czy dwa od ka, znajdowao si due okno. Wytyem wzrok, ale niczego nie zdoaem przez nie zobaczy. Pomimo to zapewne byem obserwowany. To oznaczao, e le na oddziale intensywnej terapii. A zatem mj stan jest naprawd ciki. Swdzia mnie czubek gowy i co uciskao mi czaszk. Na pewno banda. Prbowaem sprawdzi, czy jestem cay, ale mzg odmwi wsppracy. Gdzie z mojego wntrza rozchodzi si tpy bl, ktrego nie potrafiem zlokalizowa. Koczyny miaem niczym z oowiu, a klatk piersiow cinit elazn obrcz. - Doktorze Seidman? Zerknem w kierunku drzwi. Do pokoju wesza drobna kobieta w chirurgicznym fartuchu i czepku. Rozwizane grne paski maski koysay jej si po bokach. Mam trzydzieci cztery lata. Ona wygldaa na tyle samo. - Jestem doktor Heller - powiedziaa, podchodzc bliej. - Ruth Heller. Podaa mi swoje imi. Niewtpliwie z zawodowej uprzejmoci. Ruth Heller obrzucia mnie badawczym spojrzeniem. Prbowaem skupi wzrok. Mj mzg wci reagowa opornie, ale wyczuem, e zaczyna budzi si do ycia. - Znajduje si pan w szpitalu St. Elizabeth - powiedziaa naleycie powanym tonem. Drzwi za jej plecami otworzyy si i do rodka wszed jaki mczyzna. Widziaem go jak przez mg, ale byem pewien, e go nie znam. Zaoy rce na piersi i z wystudiowan obojtnoci opar si o cian. To nie lekarz, pomylaem. Jeli tak dugo z nimi pracujesz, rozpoznajesz ich od razu. Doktor Heller obrzucia go przelotnym spojrzeniem, a potem znw skupia ca uwag na mnie. - Co si stao? - zapytaem. - Zosta pan postrzelony - odpara. A potem dodaa: - Dwukrotnie. Zamilka na moment. Zerknem na mczyzn pod cian. Nie poruszy si. Otworzyem usta, eby co powiedzie, lecz Ruth Heller nie dopucia mnie do gosu. - Jedna kula otara si o pask czaszk. Dosownie rozoraa skr na czubku gowy, ktra, jak zapewne pan wie, jest niezwykle dobrze ukrwiona. Owszem, wiedziaem. Przy rozlegych uszkodzeniach skra okrywajca czaszk potrafi krwawi rwnie obficie jak przecite ttnice. W porzdku, pomylaem, to wyjania swdzenie gowy. Kiedy Ruth Heller zawahaa si, zachciem: - A druga kula?

Heller westchna. - To troch bardziej skomplikowane. Czekaem. - Pocisk trafi w pier i lekko skaleczy worek osierdziowy. To spowodowao obfity krwotok do przestrzeni okooosierdziowej. Sanitariusze z trudem doszukali si oznak ycia. Musielimy rozci klatk piersiow i... - Doktorze? - przerwa jej oparty o cian mczyzna i przez moment wydawao mi si, e mwi do mnie. Ruth Heller zamilka, wyranie zirytowana. Mczyzna odsun si od ciany. - Moe pani zostawi szczegy na pniej? Czas odgrywa tu decydujc rol. Gniewnie zmarszczya brwi, ale bez wikszego przekonania. - Jeli nie ma pan nic przeciwko temu, zostan tu, eby obserwowa pacjenta - powiedziaa. Doktor Heller cofna si, a mczyzna stan przy moim ku. Wydawao si, e szyja nie utrzyma ciaru jego duej gowy. Wosy mia ostrzyone krtko, z wyjtkiem grzywki, ktra opadaa mu na oczy. Czarny pasek zarostu, szeroki i brzydki, siedzia mu na brodzie niczym pijcy krew owad. Krtko mwic, facet wyglda jak czonek boys bandu, ktry zabra si do powanej roboty. Umiechn si do mnie chodno. - Jestem detektyw Bob Regan z wydziau policji w Kasselton - oznajmi. - Wiem, e trudno panu zebra myli. - Moja rodzina... - zaczem. - Dojd do tego - przerwa mi. - Teraz jednak chc zada panu kilka pyta, dobrze? Zanim przejdziemy do szczegw tego, co si stao. Czeka na moj odpowied. Sprbowaem wzi si w gar i powiedziaem: - Dobrze. - Jakie jest paskie ostatnie wspomnienie? Przejrzaem banki pamici. Pamitaem, e wstaem rano i si ubraem. Potem zajrzaem do Tary. Przekrciem gak jej czarno-biaej grzechotki, prezentu od kolegi, ktry twierdzi, e stymuluje rozwj umysowy dziecka czy co tam. Zabawka nie poruszya si i nie zagraa cichej melodii. Baterie byy wyczerpane. Zanotowaem w mylach, eby woy nowe. Potem zszedem po schodach. - Jadem batonik z muesli - powiedziaem. Regan kiwn gow, jakby spodziewa si takiej odpowiedzi. - By pan w kuchni? - Tak. Przy zlewie. - A potem? Usiowaem sobie przypomnie, ale na prno. Pokrciem gow.

- Obudziem si. W nocy. Myl, e ju tutaj. - Nic wicej? Sprbowaem ponownie, bez skutku. - Nie, nic. Regan wyj notes. - Jak powiedziaa pani doktor, zosta pan postrzelony dwukrotnie. Nie pamita pan wycelowanej w pana broni, huku wystrzau ani niczego takiego? - Nie. - To chyba zrozumiae. By pan w kiepskim stanie, Marc. Ci z pogotowia myleli, e ju po panu. Znw zascho mi w gardle. - Gdzie Tara i Monica? - Skup si, Marc. - Regan spoglda w notes, nie na mnie. Strach powoli zacz ciska elazn obrcz moj pier. - Czy sysza pan brzk wybijanego okna? Byem oszoomiony. Prbowaem odczyta etykiet na pojemniku z pynem infuzyjnym, eby dowiedzie si, co mi daj. Nie zdoaem. Na pewno jaki rodek przeciwblowy. Zapewne pochodna morfiny podawana doylnie. Usiowaem zwalczy senno. - Nie - odparem. - Jest pan pewny? Znalelimy wybite okno na tyach domu. Moe w ten sposb sprawca dosta si do rodka. - Nie pamitam brzku rozbijanej szyby - powiedziaem. - Czy wiecie kto... Regan znw mi przerwa: - Nie, jeszcze nie. Wanie dlatego zadaj te pytania. Chc si do