Click here to load reader

PŁYNIE WISŁA, PŁYNIE I WYSYCHA A PO SZKOLE PÓJDZIEMY bi. TEMWA120912A.pdf · PDF file i ojciec (dwoje dorosłych dzieci i dwój-ka małych córek, dwu– i trzylatka), co do sensowności

  • View
    1

  • Download
    0

Embed Size (px)

Text of PŁYNIE WISŁA, PŁYNIE I WYSYCHA A PO SZKOLE PÓJDZIEMY bi. TEMWA120912A.pdf ·...

  • dziś muzyka

    1 WA

    ŚRODA 12 WRZEŚNIA 2012 Ogólnopolski dziennik bezpłatny, nakład 325 tys., nr 2396

    Gigantycz ne

    ekrany

    chroniące prz ed hałasem,

    zakałą naszych ulic

    * 5

    Bob Dylan powraca z nową płytą. Czy autor takich kawałków jak „Blowin’ In The Wind” znów zaserwuje nam piosenki, które będą śpiewać pokolenia? * 8

    A PO SZKOLE PÓJDZIEMY NA CHIŃSKI 720 zł za kurs robotyki, 290 zł za naukę gotowania. Taniej wysłać dziecko na architekturę: tylko 25 zł za lekcję

    PŁYNIE WISŁA, PŁYNIE I WYSYCHAkraj

    * Je śli nie do cze ka my się ulew ne- go desz czu, to czy kró lo wa na szych rzek za mie ni się w wą ski stru myk?

    Wo dow ska zy w War sza wie w po nie - dzia łek wska zy wa ły, że poziom Wi- sły wynosi za led wie 60 cen ty me trów. To hi sto rycz ny re kord od 1799 r., od kie dy pro wa dzo ne są po mia ry. Na środ ku Wi sły wi dać piasz czy ste ła chy, na któ rych prze sia du ją sta da pta ków. Na dnie po ka za ły się też „ska- r by”. Ka wał ki rzeźb i ozdob ne frag- men ty bu dyn ków. Być mo że to łu py, których nie zdą ży li wy wieźć z Pol ski Szwe dzi w XVII w. Na brze gach wi- dać też po ła ma ne pły ty ży dow skich ma cew. Skąd się tu zna laz ły? Nie wia- do mo. Sy nop ty cy nie ma ją do brych wie ści. Do 15 wrześ nia wo dy z Wi sły bę dzie wciąż uby wać. Czy rze ka wy-

    schnie? Co z ry ba mi? Eme ry to wa ny hy dro log Ja nusz Że la ziń ski uspo ka- ja: – Nie wy schnie. Wo dy jest ma ło, bo jest su sza, ale by wa ło go rzej. Mniej wię cej ty le sa mo wo dy by ło w 1992 r. Ale to nie su sza jest win na, bo te się zda rza ją. W po bli żu War sza wy kil- ka na ście firm wy bie ra pia sek z Wi- sły. Przez to cią gle ob ni ża się dno rze- ki. To dla te go wi dać miej sca mi ka mie- nie, bo rze ka pły nie te raz ni żej. Że la ziń ski tłu ma czy, że z te go po wo- du trzy ra zy ob ni ża no wo dow skaz w Po rcie Pra skim, bo inaczej da nych z prze szło ści nie moż na by po rów - nać z obec ny mi. – Jak po pa da do brze przez dwa ty god nie, to rze ka się pod- nie sie – pod kre śla hy dro log. Wo dy w kra nach w sto li cy rów nież nie za- brak nie, bo Wo do cią gi po bie ra ją ją spod dna rze ki. maj

    60 cm to aktualny stan poziomu Wisły w Warszawie

    Wojtek Radwański/AFP

    T Fritz/AG

    Fr ed

    T an

    ne au

    /A FP

    Alicja Bobrowicz * [email protected]

    *Po co polskiemu pięciolatkowi za- jęcia z języka chińskiego? – Rodzice naszych kursantów w większości nie mieli styczności z chińskim. Wiedzą jednak, że Chiny to prężna gospodar- ka (do Polski wchodzi drugi chiński bank) i język przyszłości – tłumaczy Monika Glegała z Chińskiej Szkoły w Warszawie. Szkoła stworzyła dwie dziesięcioosobowe grupy dla dzieci (5-12 lat) i zaczyna zapisy do dwóch kolejnych. Koszt? 800 zł za 32 lekcje.

    Jacek Wojciechowicz, ekonomista i ojciec (dwoje dorosłych dzieci i dwój- ka małych córek, dwu– i trzylatka), co do sensowności nauki dzieci egzo- tycznych języków nie jest przekona- ny. Przyznaje: – Rynek zajęć dla ma- łych dzieci przeżywa w Polsce abso- lutny rozkwit. Bo rośnie grupa rodzi- ców, którzy chcą i mogą w dzieci in- westować.

    W ubiegłym roku, według CBOS, aż 40 proc. rodziców zadeklarowało, że wyśle dziecko na dodatkowe lekcje lub kursy.

    Nic dziwnego, że nie narzekają ci, którzy postawili na „dziecięcy” biz- nes. Firma „Mały Inżynier”, która dzia- ła na rynku od czterech lat, zaczyna- ła od zajęć z robotyki w Poznaniu (dla dzieci od 7 lat, 720 zł za semestr). Dziś działa już w dziewięciu największych miastach, a w ofercie ma także m.in. eksperymenty fizyczne dla siedmio- latków i naukę elektroniki dla dwu- nastolatków.

    – Myślimy jeszcze o zajęciach z maj- sterkowania i elementach budownic- twa – mówi Michał Kaczmarek z „Ma- łego Inżyniera”.

    W tempie ekspresowym zapełniły się też dwie grupy Akademii Małego Architekta, które po raz drugi stwo- rzyło Centrum Łowicka w Warsza- wie. – Dla nas to działalność dodat- kowa, rodzaj sprawdzonego ekspe- rymentu – tłumaczy Maria Rauch, ar- chitektka i współzałożycielka Archi- zabaw. Tu sześciolatek pracuje jak profesjonalista: dostaje temat, przy- gotowuje projekt, buduje i prezen- tuje go. Za jedne zajęcia trzeba za- płacić 25 zł. – Zdarza się, że rodzic za- pisuje na zajęcia siedmioletniego Krzysia i mówi, że syn będzie archi- tektem. A kto to może wiedzieć? Cho- dzi raczej o naukę cierpliwości, roz- wijanie umiejętności manualnych, wyobraźni – mówi Rauch.

    Nie tylko techniczne lekcje cieszą się wzięciem wśród rodziców. Szkoły ta- neczne uruchamiają dla najmłodszych kursy zumby czy poppingu [połącze- nie tańca funky oraz ulicznego]. Wśród nietypowych ofert pojawiają się też zajęcia z savoir-vivre’u, a nawet goto- wania dla maluchów. Wrocławska Szkoła Gotowania „Tęczowa Kuchnia” startuje właśnie z pierwszym w kraju sześciotygodniowym kursem dla dzie- ci w wieku 8-14 lat (290 zł). – Prowa- dziliśmy wcześniej jednorazowe warsztaty, ale zainteresowanie było tak duże, że zdecydowaliśmy się na pełny kurs – tłumaczy Bartosz Zin- kowski, współwłaściciel szkoły.

    Skąd takie zainteresowanie zajęcia- mi dodatkowymi?

    – Klasa średnia w Polsce się umac- nia, a to grupa, która ma pieniądze na inwestowanie w dzieci. I ma też coraz lepsze rozeznanie w tym, co dziecko dostanie w szkole, a czego trzeba po- szukać prywatnie. Stąd zaintereso- wanie zajęciami, które wyposażają dzieci w dodatkowe kompetencje – uważa Wojciechowicz.

    Urszula Sajewicz-Radtke, psycho- log rozwoju ze Szkoły Wyższej Psy- chologii Społecznej z Sopotu, ostrze- ga jednak, by z liczbą zajęć dodatko- wych nie przesadzić, bo nadmiar atrakcji i przemęczenie mogą dopro- wadzić do późniejszych problemów z nauką: – Trzeba też uważać, bo na rynku nie brakuje bezsensownych ofert, jak choćby język angielski dla niemowlaków – przestrzega.

    Czy prywatne firmy są jeszcze w sta- nie wymyślić kolejne atrakcje dla dzie- ci, by wydrenować kieszenie rodzi- ców?

    – Rynek jest nasycony np. w Pozna- niu i Gdańsku, ale już w Rzeszowie i Katowicach dopiero się tworzy, więc firm oferujących takie zajęcia wciąż będzie przybywać – mówi Bożydar Mi- lewski z Invention Group, która ofe- ruje kursy TwojRobot.pl, nawet dla pięciolatków. *

    Czy warto posyłać dzieci na zajęcia dodatkowe. Jeśli tak, to na jakie? Piszcie: [email protected] lub facebook.com/dziennik.metro

    32068974

    R E K L A M A

  • 1 RP

    Mariusz Jałoszewski Tomasz Kurowski * [email protected]

    *Dramatyczną eksmisję inwalid- ki z kamienicy w centrum Warsza- wy przejętej przez spadkobierców przedwojennych właścicieli wi- działa w telewizji cała Polska. Ko- mornik przyszedł z kilkudziesię- cioma policjantami, wyłamał drzwi i spakował lokatorkę. Co roku w po- dobny lub bardziej pokojowy sposób opróżnia się z lokatorów ok. 2,5 tys. mieszkań w kraju.

    Zła wiadomość: prawdziwa fala eks- misji dopiero nadciąga. „Metro” sprawdziło, ile osób w najbliższym czasie straci mieszkanie. Tylko w 14 największych miastach – z nich dostaliśmy dane – do wykonania jest ponad 20 tys. orzeczonych przez sąd eksmisji.

    Na potęgę będzie eksmitować Łódź – komornik zapuka tu do prawie 6 tys. mieszkań. – Dlaczego u nas najwięcej? Bo Łódź jest jednym z największych „kamieniczników” w Polsce. Miasto jest właścicielem 55 tys. lokali – mówi Jakub Jakubowski z biura prasowego łódzkiego ratusza.

    Drugi w niechlubnym rankingu jest 400-tysięczny Szczecin, gdzie do wy- konania są 3754 eksmisje. Dopiero za nim Warszawa, która do tej pory przo- dowała w wyrzucaniu lokatorów. Na komornika czeka o tysiąc lokatorów mniej niż w Szczecinie. Najmniej eks- misji będzie w Olsztynie (400) i Bia- łymstoku (449), choć w ostatnich la- tach stolica Podlasia była w krajowej czołówce eksmitujących.

    Komornicy zaczną też pukać do drzwi w miastach, które do tej pory oszczędzały lokatorów. Np. w Pozna- niu, gdzie w ciągu pięciu ostatnich lat

    było tylko 161 eksmisji, i w Gdańsku, gdzie przez dwa lata było 67.

    Kto wyrzuca lokatorów? W centrach Krakowa, Warszawy, Ło- dzi czy Poznania atrakcyjne budynki opróżniają właściciele kamienic. Ale postrachem lokatorów są też spół- dzielnie, wspólnoty mieszkaniowe i Wojskowa Agencja Mieszkaniowa. W Poznaniu domagają się 2 tys. eks- misji. Miasto, do którego należą miesz- kania komunalne, w ostatnich pięciu latach wystąpiło o ponad 300.

    – W liczbach wychodzi mało, bo sta- raliśmy się do każdej sprawy pod- chodzić indywidualnie. Ale od jesie- ni zeszłego roku eksmisji jest sporo. Zaczęliśmy porządkować sprawy dłuż- ników. Nie ma już pobłażania, działa- my zdecydowanie. Są po dwie-trzy eksmisje dziennie – mówi Magda Go- ścińska z Zarządu Komunalnych Za- sobów Lokalowych w Poznaniu.

    Dla odmiany w Gdańsku to miasto sieje postrach wśród lokatorów. Żąda wyrzucenia 1,5 tys. osób, pozostali wła- ściciele – 300. Podobnie jest w Olszty-

    nie i Krakowie. A w stolicy, w której kamienicznicy nie mają dobrej sławy, okazuje się, że chcą odebrać 352 miesz- kania. Dla porównania: miasto aż 1885, a spółdzielnie 511.

    Dlaczego ludzie tracą mieszkania? Najczęściej przez długi. Nie płacą czynszu, rosną odsetki, miasto doli- cza kary i tak robią się zaległości idą- ce w tysiące. W Poz